10 września 2020

Stracili wszystko, a my na to patrzymy

Wyobraź sobie, że masz przed sobą chore dziecko. Wiesz jak je wyleczyć, ale nie możesz tego zrobić. Nie możesz dlatego, że nie masz pieniędzy i odpowiedniego sprzętu. Dziecko umiera. Jak sobie z tym poradzisz? Dla jednych to hipotetyczna sytuacja, jednak dla pracownika humanitarnego to realne zdarzenie, z którym musi się zmierzyć podczas misji.

W europejskich warunkach wystarczy jeden prosty zabieg, by uchronić się przed śmiercią, podczas gdy w krajach Globalnego Południa, nawet podstawowa opieka jest płatna i większości ludzi na nią nie stać. Każda choroba, nieszczęśliwy wypadek wiąże się z dramatem dla każdego, a zwłaszcza dla osób, które na to patrzą.

Jak nie pęknąć?

Nie znam tak twardego człowieka, który w końcu nie pęknie. Tak wygląda życie pracowników humanitarnych – mówi Ewa Piekarska, Prezes Polskiej Misji Medycznej, w której od 15 lat zajmuje się projektami humanitarnymi. Najtrudniejsze podczas misji jest spotkanie oko w oko z człowiekiem, który stracił wszystko. Rodzinę, pracę, dom. Został kaleką w wyniku zamachów bombowych, stracił poczucie bezpieczeństwa, jest nieufny i w głębokiej traumie. W takich sytuacjach trudno zachować spokój, kiedy widzi się rozpacz i beznadzieję.
Zastanawiasz się, jak przynieść sobie ulgę, kiedy łzy zwyczajnie cisną się do oczu? Trzeba zachować spokój, nie wolno okazywać emocji. Na to przychodzi czas, kiedy jesteśmy w miejscu noclegu.

Spotkała mnie raz podobna sytuacja bez wyjścia – mówi Piekarska. To było podczas wyjazdu w odległe, wiejskie tereny w centralnej Papui Nowej Gwinei. W trakcie jazdy przez busz zatrzymała nas rodzina prosząc o pomoc. Ich 3-miesięczny niemowlak był bardzo słaby. Jedyną pomocą mógł być natychmiastowy transport do dużego ośrodka zdrowia. W realiach papuaskich taka podróż wymagałaby co najmniej 2 dni transportu trzema różnymi środkami lokomocji. Wiedzieliśmy, że dziecko nie przeżyje do następnego dnia.

Pod presją

Bardzo trudno jest konkretnie odmówić pomocy danej osobie. Statystyki wskazują, że kobiety częściej decydują się na wyjazd humanitarny. Zazwyczaj są wrażliwe, delikatne, empatyczne i gotowe do poświęcenia dla innych. Czy w ogóle jest tu miejsce na asertywność?

Podczas jednego z wyjazdów do Jordanii napotkałam po drodze pewną kobietę – Syryjkę. Uchodźczyni jednego z nieformalnych obozów w regionie Al-Mafrak przyszła na badania organizowane przez klinikę mobilną Polskiej Misji Medycznej. Poprosiła nas o zawiezienie z powrotem do miejsca jej zamieszkania. Środek dnia, pustynia, żar leje się z nieba. Procedury podczas misji zagranicznych są nieubłagane, nie można robić wyjątków. Musiałyśmy odmówić. Później jednak zastanawiasz się: kim była ta kobieta, jak wygląda jej życie, czy sobie poradzi. To naturalny ludzki odruch, a zachowanie trzeźwego umysłu jest najtrudniejsze. W rejonach, gdzie trwają działania wojenne i co chwilę natrafia się na checkpointy (punkty kontrolne), sytuacja przewożenia kogokolwiek przez personel organizacji pomocowych może być śmiertelnym zagrożeniem dla całego zespołu.

Znaleźć oparcie

Często bywa też tak, że oprócz panowania nad swoimi emocjami, jesteśmy oparciem dla innych kobiet. To ogromny ciężar psychiczny, jaki przywozimy ze sobą do Polski, a tam mamy swoje własne życie, rodziny, przyjaciół – mówi Ewa Piekarska z Polskiej Misji Medycznej. Jakoś musimy sobie z tym radzić, wiedząc że rola kobiet poza Europą jest marginalna.

W większości miejsc świat kobiet jest zamknięty i mężczyźni nie mają do niego prawa wstępu. Z drugiej strony to kobiety i dzieci najczęściej nie posiadają żadnych praw, padają ofiarami konfliktów wojennych i są grupą szczególnie narażoną na okrucieństwo czy przemoc seksualną. Żeby im pomóc trzeba do nich dotrzeć. Dostęp do psychologa jest niemalże niedostępny dla mieszkańców Globalnego Południa. To zadanie najczęściej spoczywa na pracownikach humanitarnych.

W wielu krajach, np. Papui Nowej Gwinei dochodzi do paradoksalnej sytuacji, kiedy kobiety martwią się, że mąż przestał je kochać, bo przestał je bić. Faktem jest, że pozycja kobiet i ich prawa są na bardzo niskim poziomie w Papui. W najgorszej sytuacji są kobiety samotne, najczęściej wdowy. Za nimi nikt się nie wstawi. Jeśli jakaś plaga czy nieurodzaj dotknął mieszkańców i nie ma ewidentnego sprawcy, to winną zawsze będzie samotna kobieta posądzona o czary.
Tacy jak my

Każdy wyjazd łączy się z silnym i różnorodnym wachlarzem emocji. Ekscytacja z tęsknotą, radość z lękiem, spotkanie z drugim człowiekiem z troską o najbliższe osoby. Wyjeżdżając, jesteśmy poddani czynnikom stresogennym, o których nawet nie myślimy: zmiana klimatu, diety, rozłąka z bliskimi, niestabilna sytuacja polityczna. Dopiero zderzenie z realiami na miejscu jest ostateczną weryfikacją czy nadajemy się do takiej pracy.

Wyjeżdżając na misje i przekraczając granicę Polski zostawiamy za sobą nasz europocentryzm i witamy się z zasadami kraju goszczącego. Będąc przyzwyczajonym do pewnych europejskich struktur, nie zawsze zasady te są wygodne. Jednak na poziomie emocjonalnym niewiele się od nich różnimy. Zamiast szukać kontrastów, spójrzmy na to, co nas łączy. Nie znam matki, która nie chciałaby, żeby jej dziecko było zdrowe, prawidłowo się rozwijało, poszło do szkoły, zdobyło dobrą albo w ogóle zdobyło pracę i założyło szczęśliwą rodzinę. Gościnność i ciepło budzi pozytywne emocje – bo wiesz, że ktoś częstuje Cię herbatą i słodkimi ziemniakami, oddaje Ci wszystko co ma.
Jak sobie z tymi emocjami radzić?

Jest wiele form radzenia sobie ze stresem. Niektórzy odcinają się od sytuacji, jaka dzieje się na misjach. Po powrocie do kraju najbardziej uspokaja mnie i pozwala wrócić do harmonii kontakt z naturą, sport na świeżym powietrzu: rower czy wędrówki po górach – mówi Ewa Piekarska.

W ślad za powiedzeniem: „w zdrowym ciele zdrowy duch” – dbanie o własne zdrowie jest bardzo ważnym elementem naszej pracy. Ponadto aktywność fizyczna wpływa też w pewnym sensie na łatwiejsze radzenie sobie ze stresem i trudnościami. Podczas misji rzadko jest możliwość uprawiania sportu poza miejscem naszego zamieszkania. Po ciężkim dniu zawsze można poćwiczyć jogę, posłuchać muzyki relaksacyjnej, poczytać ulubioną książkę czy zadzwonić do bliskiej osoby czy kolegów z pracy.
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Buduj z nami pomoc w najbardziej potrzebujących krajach świata.

podziel się

link został skopiowany